Wydarzenia

Aleksander Hartwig laureatem olimpiady z historii

Humanista nie ma łatwiej. Humanista nie jest potencjalnym bezrobotnym, ani pracownikiem hipermarketu. Bycie licealistą to nie bułka z masłem. To  presja, bo dla ucznia LO studia są sprawą priorytetową, często konieczną, a wymagania na studia humanistyczne są coraz wyższe, zaś egzaminy maturalne z historii czy wosu na poziomie rozszerzonym naprawdę trudne. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że technicy ulepszają świat, ale to przedstawiciele nauk humanistycznych go organizują i nadają mu styl. Potencjalni sędziowie, prokuratorzy, notariusze, archiwiści, filozofowie, historycy, czy dziennikarze wybierają profil ze względu na uzdolnienia, zainteresowania, nie z desperacji ani ze względu na łatwiejszą ścieżkę edukacji. Humanista wciąż brzmi dumnie. Czasem słyszę, że po technikum się dużo więcej zarabia, łatwiej o pracę. Jednak to dorośli licealiści częściej decydują swoimi podpisami o wysokości podatków i wielu wskaźnikach ekonomicznych dla swoich kolegów z technikum. Dowód? Były premier i „prezydent” UE Donald Tusk – nauczyciel historii. Byli Prezydenci RP: Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski – historycy. Prezydent Aleksander Kwaśniewski – dziennikarz. Obecny Prezydent Polski – prawnik. Prezes Jarosław Kaczyński – prawnik. Były Prezydent Jastrzębia-Zdroju Marian Janecki – historyk.

Kiedyś być może do tego grona dołączy kolega po fachu, Jacek Borkowski ;). Może i nasi najwybitniejsi absolwenci klas humanistycznych, a mamy takich sporo, którzy dziś są młodymi, ale docenianymi już dziennikarzami, prawnikami, filozofami. Jednym z kandydatów w szeregi zasłużonych dla szkoły, rozsławiających jej imię z pewnością jest Aleksander Hartwig z klasy 2A. Jeszcze nasz uczeń, a już w zasadzie student Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdyż przyjęty zostanie z pominięciem procesu rekrutacji. Student prawa. Z maturą z historii na poziomie rozszerzonym rok przed egzaminem zdaną na 100 proc. Humanista potrafi!

Aleksander jest pierwszym uczniem naszego liceum, który zdobył zaszczytny tytuł finalisty laureata olimpiady historycznej „Losy żołnierza polskiego 1887 – 1922”, a drogę do finałowych rozgrywek w Warszawie utorował sobie ciężką, mrówczą wręcz pracą. Zamiłowanie do historii odkrył w sobie w wieku 6 lat, dzięki grze „Twierdza Krzyżowiec”. Już wtedy uczył się wygrywać.  Mówi się, że sukces ma wielu ojców. Ten ma z pewnością dwóch. Oczywiście Alka, ale i jego opiekuna, „mentalnego ojca chrzestnego” nauczyciela historii Jacka Borkowskiego. Panowie, brawo Wy! Wspaniałe osiągnięcie, ukoronowanie Waszej całorocznej pracy.

„Losy żołnierza” to bardzo prestiżowa olimpiada, o czym świadczył niesamowicie wysoki poziom konkursu oraz pompa z jaką odbył się jej finał. Jednak nim o tym, warto wspomnieć i o innych sukcesach Aleksandra. Nic nie bierze się z przypadku. Pasję do historii ma wielu. Wielu ma sporą wiedzę historyczną, co widzimy choćby w naszych szkolnych konkursach. Niewielu jednak ma aż tyle wytrwałości, determinacji i uporu jak Alek. Piszę to z autentycznym podziwem, gdyż niejednokrotnie zdarzyło mi się obserwować go w trakcie nauki setek dat dziennych, bitew, potyczek o których większość Polaków nigdy nie słyszała. Tej wiedzy w pełni nie wykorzystałby nawet na maturze z historii, a dzięki osiągnięciom w konkursach nie musi jej nawet pisać. Ale ma i inne wielkie sukcesy.

Największym prócz tytułu laureata jest z pewnością pierwsze miejsce w „Klasówce Powstańczej” o Powstaniach Śląskich i Powstaniu Wielkopolskim. Podwójne pierwsze miejsce, gdyż Aleksander zwyciężył w tym konkursie dwa razy z rzędu. Rok temu był najlepszy w Krakowie. W tym roku szkolnym, w Katowicach pokonał wszystkich rywali ze 113 szkół z województw: dolnośląskiego, łódzkiego, małopolskiego, mazowieckiego, opolskiego, śląskiego, świętokrzyskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. Wygrać taki konkurs to już wielka sprawa, a obronić tytuł sprzed roku i to zdobywając maksymalną liczbę punktów? Bezcenne.

Gdyby dodać do tego udział w innej Olimpiadzie Historycznej na poziomie województwa, drugie miejsce w całorocznym Szkolnym Maratonie Historycznym i zakwalifikowanie się do wojewódzkich etapów w sześciu olimpiadach z wiedzy o społeczeństwie, przy wymaganym, wyśrubowanym progu punktowym, wydawałoby się, że Aleksander nieustannie musiał się uczyć. Nic bardziej mylnego. Uczył się sporo, ale przede wszystkim efektywnie. A przy tym jest wiceprzewodniczącym klasy, dobrym, życzliwym i lubianym kolegą, prowadzi normalne życie towarzyskie, ma inne pasje prócz historii, choćby sport, a niedawno uzyskał prawo jazdy. Klasę 2a ukończy ze świadectwem z wyróżnieniem, z bardzo wysoką średnią ocen. Można? Oczywiście. Ale bez pracy nie ma kołaczy…

Zapytany o receptę na sukces Aleksander mówi: konkretny cel i sumienna, dobrze rozłożona w czasie i zorganizowana praca, trwająca kilka miesięcy. Segregatory pełne skrupulatnych notatek. Wiele przeczytanych książek i artykułów, obejrzanych filmów dokumentalnych. Czy było warto? Uśmiecha się. Plan zrealizował w 100 procentach. Może nie był na wszystkich osiemnastkach znajomych, ale wygrał etap szkolny tego konkursu, następnie etap rejonowy i wojewódzki, w każdym deklasując w zasadzie rywali. Zrobiłby to jeszcze raz, choć wymagało to wiele czasu i trudu. Podczas warszawskiego finału olimpiady (na który z wrodzoną skromnością początkowo nie chciał jechać) postawił jak mówi kropkę nad i. Historyczną dla naszej szkoły.

Jak to zrobił? Nic prostszego. Był jednym z najlepszych w dziewięciu finałowych konkurencjach. W rozpoznawaniu broni (brawurowo opisał bagnet), eksponatów muzealnych, analizie malarstwa batalistycznego, odznaczeń, z wiedzy o Warszawie w latach 1887 – 1922, z kartografii militarnej, literatury i poezji wojskowej oraz rozpoznawaniu pieśni patriotycznych.  Jedno z zadań polegało również na oprowadzeniu grupy rywali i komisji oceniającej po historycznym miejscu w stolicy. Po konkursowych bojach na uczestników olimpiady czekało składanie kwiatów przed Grobem Nieznanego Żołnierza, stadnina i jazda konna w Starej Miłosnej, udział w rekonstrukcji historycznej, szarża ułańska oraz przejażdżka samochodami bojowymi polskiej armii. A wieczorem integracyjne kibicowanie naszym piłkarzom  podczas meczu Polska – Chile. Z Warszawy Aleksander wywiózł nie tylko tytuł laureata i wymarzony indeks. Nawiązał również wiele znajomości, które będą miały szansę rozwijać się podczas studiów w Krakowie.

Oprawa finału „Losów żołnierza” była iście królewska. Laureaci uhonorowani zostali w Galerii Porczyńskich, w obecności wielu oficjeli: dowódców polskiej armii, przedstawicieli MEN, kuratorów, weteranów Powstania Warszawskiego i Orkiestry Wojska Polskiego. Najbardziej wzruszający moment? Dekoracja pamiątkowym medalem przez powstańca warszawskiego.

Aleksander jest bardzo wdzięczny swojemu opiekunowi, panu Jackowi Borkowskiemu za wsparcie i pomoc merytoryczną. Ceni sobie bardzo tę współpracę, zachęcenie do udziału w konkursach, motywację do pracy, konsultacje przed olimpiadą i życzliwość ulubionego nauczyciela. Wspomina z uśmiechem ich wspólny bieg na autobus, cieszył się, że mógł „zabrać” swojego opiekuna na tak atrakcyjny historycznie dla nich obu wyjazd. Kiedy uczniowie stawali w szranki, nauczycielom przypadł w udziale elegancki raut w Belwederze, gdzie otrzymali pamiątkowe dyplomy. Co o pracy z Alkiem mówi jego nauczyciel? Że to wielka przyjemność. Satysfakcja i duma. Bo jest zorganizowany i bardzo pracowity. Niesamowicie zdolny i wytrwały w dążeniu do celu.

Jakie nasz laureat ma plany na przyszły rok szkolny? 100 proc. na maturze z wiedzy o społeczeństwie i finał Olimpiady z Wiedzy o Polsce i Świecie Współczesnym, który w tym roku był o w(ł)os. No a po dłuższym zastanowieniu dodał, że jeszcze powalczy i z historii. Nie wygrał jeszcze przecież szkolnego maratonu.

Aleksander Hartwig jest  jeden. Ale wybitnie zdolnych, pełnych pasji uczniów, czasem niepewnych swojej wiedzy, mamy w ZS6 wśród licealistów więcej. Przyzwyczajeni jesteśmy do zasłużonych i spektakularnych krajowych i zagranicznych sukcesów uczniów technikum. Z tego słyniemy. Ale uczniowie liceum, klas humanistycznych nie mają powodów do kompleksów. Też potrafią! Humaniści „Sobieskiego” łączcie się! Historycy i wosiarze podnieście głowy. Wypnijcie dumnie pierś, pokażcie na co Was stać. Alek przetarł szlak, prosto po tytuł laureata olimpiady. Prosto po 100 proc. na maturze i po wymarzony indeks. Ale to czeka i na Was. Czego i Wam, i naszej szkole życzę. Kropka.

Ewa Kubińska

Dodaj komentarz